Jak to zwykle bywa na początek, wypadałoby się przywitać. Zatem witam wszystkich ciepło i serdecznie, w szczególności zaś pachnąco
)
Od zawsze zapachy wypełniały moje życie odgrywając w nim wielką rolę. Wąchałam wszystko co weszło mi w ręce – jedzenie, ubrania, przedmioty, ludzi (choć tutaj trochę w ukryciu, bo to jednak krępujące być takim wywąchującym natrętem
)) Ale dopiero od niedawna stałam się bardziej świadomym “wąchaczem”, który z siłą lawiny pogłębia zainteresowania olfaktoryczne o coraz to nowe zapachy (z naciskiem na perfumy). Do tej pory byłam “faszystką” w kontekście perfum – alergicznie reagowałam na wszelkie masowe nowości seprhorowe bądź douglasowe omijając je z daleka i nawet nie chcąc próbować jak pachną. Nie mając w ogóle świadomości istnienia niszy. Wielką zaś czcią darzyłam dzieła Chanel (bo klasyka, przynajmniej wśród tych popularnych). No i przyznaję sie też do wielkiej przyjaźni z Coco Mademoiselle (chociaż wiem że w kręgach perfumiarskich to trochę wstyd. Może nawet bardzo zdecydowanie wstyd).
A teraz? Im więcej wącham, tym bardziej zmienia mi się sposób odbioru poszczególnych zapachów – niegdysiejsze, uznawane przeze mnie za dzieła sztuki perfumiarskiej, przykrył kurz gdy zaczęłam odkrywać bardziej skomplikowane zapachy, dużo trudniejsze do pokochania i zrozumienia. Ale też dużo ciekawsze i kiedy się już je pokocha, trudno o nich zapomnieć.
A przechodząc do meriutum – właśnie dlatego zdecydowałam się prowadzić blog perfumiarski. Za wzrór stawiam niestrudzoną Sabbath (autorkę bloga sabbathofsenses.blogspot.com ), której opisy olfaktorycznych przygód stały się dla mnie natchnieniem, żeby pisać i wyrzucać z siebie impresje na temat tego czym pachnę
Dziękuję Sabbath!
Mam nadzieję, że umilę Wam czas i może choc trochę zainspisuję.
)) Zatem – przyjemności !!
